czyli blog sporadyczny, zazwyczaj z lekkim poślizgiem... o moich dzieciach, siatkówce i sprawach różnych...
niedziela, 08 marca 2009

Tytułowy motyw utkwił mi w pamięci po niedawnej reklamie jednego z towarzystw ubezpieczeniowych, które oferowało preferencyjne warunki dla - jak to ujęli - dojrzałych kierowców. Granicą owej dojrzałości było 35 lat.

A utkwił mi on nieprzypadkowo - wiedziałem po prostu, że to jest akurat ten rok, w którym przyjdzie mi ten próg przeskoczyć. Ostatnio jedną taką granicę przekraczałem, mając lat 18. Byłem wtedy święcie przekonany, że to dojrzałość w pełni. Pewnie nie raz jeszcze pomyślę w ten sposób...

A tymczasem mogę cieszyć się prezentami od dzieciaków, którym do dojrzałości jeszcze daleko.

Najstarsza Córka, która stawia pierwsze kroki z literkami:

Najstarszy Syn, który w literki już śmiga pokusił się o wycinanki:

Najmłodszą Córkę trzymam z daleka od materiałów piśmienniczych. Na razie wystarczy mi, że zrobiła już swoje pierwsze samodzielne kroki oraz że potrafi wymówić "ta-ta" choć nie mam pewności, czy to określa mnie czy jakiś przedmiot.

Żona też mi niczego nie narysowała, za to mi kupiła elegancki prezent. Adektwatny do wieku...


PS.
Na blogowanie tutaj niestety nie znajduję czasu, chociaż chciałbym. Pisanie w tym miejscu ma z (mojego) założenia być przemyślane, rozbudowane, raczej dopracowane a tym samym czasochłonne. Podobnie jest z experymentami.
Ostatnio łatwiej mi pisać na blipie, bo tam wystarczą wrażenia, myśli ad hoc, pierwsze skojarzenia do zastanych sytuacji. To takie miejsce adekwatne do obecnych czasów "szybkiego życia"...

poniedziałek, 01 grudnia 2008

Tak w ramach rozeznania przed Gwiazdką leżeliśmy sobie ostatnio z dzieciakami na łóżku, oglądaliśmy supermarketową ulotkę z zabawkami, omawialiśmy te ciekawe i te badziewne, śmialiśmy się do rozpuku z funkcji różowych lalek (normalnie jedne z nich sikają, inne bekają, itp. - normalnie głupota pierwszej wody) i naszły mnie wspomnienia z dzieciństwa.

Przypominałem sobie z rozrzewnieniem, jak to razem z siostrą też tak leżeliśmy i oglądając ściągnięty z RFNu katalog Neckermanna "zamawialiśmy" sobie strona po stronie różne ładne rzeczy, dostępne dla nas wtedy jedynie w wyobrażeniach, na tych kolorowych zdjęciach... Ubrania, klocki, gumiżelki, dmuchaną piłkę do skakania, sprzęt sportowy...

A moje dzieciaki teraz wiedzą co widzą, ich marzenia ("chcenia") są bardziej przyziemne, plany gwiazdkowe zmieniają wraz z przejrzeniem każdej strony lub spojrzeniem na sklepową półkę. A nas już boli głowa od kompletowania listy prezentów, tym trudniejszej, że mimo wszystko z rozsądnie ograniczonym budżetem.

Ale to tak już musi być, to taki znak pokoleniowej przemiany - moi rodzice nie marzyli nawet o katalogu Neckermanna...

wtorek, 02 września 2008

Na rocznicę ślubu dostałem od żony książkę "Dlaczego mężczyźni nigdy nie pamiętają, a kobiety nigdy nie zapominają" M.J. Legato (chyba coś w stylu "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" J. Graya).

Obawiam się jednak, że nie będę pamiętał (czytaj nie znajdę czasu aby) ją przeczytać, a żona mi tego nie zapomni. Tak samo jak z książką Graya, którą kiedyś kupiłem jej ja...

poniedziałek, 01 września 2008

Dziś rozpoczął się kolejny ważny etap w rodzinnym życiu: do przedszkola zaczęła chodzić Ola. Do tego samego co Bartek, ale on w hierarchii jest wyżej, czyli na piętrze, gdzie starsze grupy. Rano w przedszkolu był okropny harmider i zamieszanie, płacz maluchów mieszał się ze z krzykiem pani dyrektor, bo choć to dobra kobieta, to głos ma piskliwy i hałaśliwy, że i nastolatki mogłybyb się wystraszyć.

Z Olą rozstaliśmy się w płaczu, ale choć to dla rodzica trudne, to my już wiemy, że wystarczy kilka minut pod okiem przedszkolanki, aby dziecko zająwszy się czymś przestało płakać. Ola wpasowała się w schemat doskonale i gdy ją żona odbierała, to tak się wciągnęła w zajęcia, że aż kazała mamie trochę poczekać...

Bartek natomiast - mimo, że zaczyna trzeci rok przedszkolnego życia - rezon przed wejściem do sali traci prawie zawsze (to dla nas duża zagadka). Jednak dziś, mimo widocznej na jego twarzy niepewności (a u niego w grupie były też płaczące dzieci) został bez płaczu. Do czasu...

Bo dzwoniąc po południu do mnie przyznał się, że jednak płakał. Ale miał powód! Powiedział mi "tato, płakałem trochę w przedszkolu; bo mój kolega Kuba płakał i chciałem go bardzo pocieszyć, to też się popłakałem"...

Cóż, najwyraźniej Bartek jest nadzwyczaj empatyczny. Jak na pięciolatka...

środa, 20 sierpnia 2008

Nie jest niczym nowym, że brakuje mi czasu aby opisać trochę wrażeń z olimpijskich rozgrywek, zwłaszcza siatkarskich. Bo oglądanie, czytanie i bycie na bieżąco zajmuje te dostępne chwile za bardzo (ha, tłumaczę się jak polscy olimpijczycy, którym w Pekinie start nie wyszedł - nie mam tylko żadnego brudu do wyprania ;) )

Ale ta smutna notka o Agacie Mróz wisiała zdecydowanie na samej górze bloga za długo, zwłaszcza w obliczu bardzo dobrej jak do tej pory gry polskich siatkarzy. Dlatego napiszę, że w jutrzejsze zwycięstwo Polaków nad Włochami wierzę, bo "bycie w gazie" pomaga, a naszych niesie styl ostatnich meczów.

A w przypadku polskich siatkarek to szkoda zmarnowanej szansy, raczej im współczuję niż mam ochotę skrytykować, choć przyczyny tej sytuacji raczej skłaniają do gorzkich słów. Ale cóż - w czwórce nie ma żadnej drużyny z Europy i w tym względzie nasz występ nie wypadł aż tak blado.

Oby Panowie to nadrobili - bo analogia do kiepskich występów siatkarek zakończonych sukcesem siatkarzy (MŚ '06) aż prosi się o powtórkę!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 192

ostatnie komentarze...
Od 2004 :)